387. Metcalfe Josie -Rodzina Ffrenchów3- Rodzina ze snów, harlekinum, Harlequin Medical Duo

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ROZDZIAý PIERWSZY
- CzeĻę, Nick! Piħkna opalenizna! DokĢd siħga? - rzuciþa zalotnie
towarzyszka Libby do kogoĻ ponad jej ramieniem. - Ostry dyŇur bez moŇliwoĻci
podziwiania twojego wspaniaþego ciaþa to zupeþnie nie to samo. Witaj po
powrocie!
Odpowiedziaþ jej dŅwiħczny Ļmiech, ktry dla Libby zabrzmiaþ
nieoczekiwanie znajomo. Odwrciþa siħ zaciekawiona. Musiaþa unieĻę gþowħ,
aby dojrzeę twarz wysokiego, postawnego mħŇczyzny.
Jak zauwaŇyþa Sally, byþ opalony, a jego zdrowy wyglĢd i lĻniĢce blond
wþosy bardziej kojarzyþy siħ z ludŅmi przebywajĢcymi duŇo na powietrzu niŇ z
szanowanymi lekarzami. UĻmiechaþ siħ szeroko, potwierdzajĢc, Ňe zrozumiaþ
Ňart, a w kĢcikach bþyszczĢcych niebieskich oczu pojawiþy siħ peþne uroku
zmarszczki.
Kiedy jĢ zobaczyþ, wyraz twarzy zmieniþ mu siħ w mgnieniu oka, a
wczeĻniejsza radoĻę znikþa.
- Libby? - spytaþ zaskoczony. - Libby Cornish? CŇ, najwyraŅniej mnie
rozpoznaþ, pomyĻlaþa,
wspominajĢc ze zgrozĢ dni, kiedy nie mogþa polegaę na swej pamiħci.
Zdarzyþo siħ to ponad osiem lat temu, a ona wciĢŇ trafiaþa na czarne dziury,
pozostaþoĻę po tych kilku tygodniach wykreĻlonych z Ňycia.
Wokþ nich przystanħþo kilka zaciekawionych osb, wiħc otrzĢsnħþa siħ i
zmusiþa do skupienia. Nie spotkaþa wielu ludzi o takich zþotych wþosach,
niebieskich oczach i rysach twarzy wskazujĢcych na skandynawskich lub
sþowiaıskich przodkw. Tylko czy ktoĻ tak przystojny mgþby pamiħtaę jĢ,
zwykþĢ szarĢ myszkħ?
- Nick? - zapytaþa, pamiħtajĢc, jak nazwaþa go Sally, choę to imiħ jakoĻ
nie pasowaþo do obrazu, jaki wyþaniaþ siħ z jej chaotycznych wspomnieı. -
Kola!- zawoþaþa, gdy brakujĢce fragmenty ukþadanki wskoczyþy na miejsce.
Jak mogþa zapomnieę mħŇczyznħ, o ktrym tak czħsto marzyþa na
poczĢtku studiw? W jaki sposb jej mzg zapamiħtaþ, Ňe to Kola, a nie Nick,
byþo w jego rodzinie zdrobnieniem imienia Mikoþaj?
- Howell. Nick Howell - rzekþa Sally.
- StudiowaliĻmy razem. - Libby przerwaþa niezrħcznĢ ciszħ, zastanawiajĢc
siħ, dlaczego Kola patrzy na niĢ tak niechħtnie. Na pewno nie z powodu
referencji z jej poprzedniej pracy, te byþy doskonaþe. Nie chodzi teŇ o jakĢĻ
zadawnionĢ antypatiħ z czasw studenckich. Jak pamiħtaþa, w czasie, kiedy ona
wielbiþa go po cichu, on zupeþnie jej nie zauwaŇaþ.
- To znaczy do poþowy trzeciego roku, kiedy miaþam... wypadek i
przeniesiono mnie na uczelniħ bliŇej domu.
- Wypadek? Jaki wypadek? - Gþos Nicka byþ ostry, a jego oczy bþyszczaþy
teraz w sposb, ktry zdradzaþ dociekliwoĻę.
- Nick i Libby, poplotkujecie sobie w czasie przerwy - oznajmiþa
przeþoŇona pielħgniarek, a Libby, ktra nie zdĢŇyþa odpowiedzieę, odetchnħþa z
ulgĢ.
Naprawdħ nie Ňyczyþa sobie, by caþy oddziaþ przysþuchiwaþ siħ jej relacji z
tego najbardziej upiornego okresu w jej Ňyciu. Najchħtniej wcale by o nim nie
mwiþa.
- Coraz wiħcej nazwisk na tablicy... Nie moŇemy pozwolię, Ňeby oddziaþ
zapeþniali lŇej ranni pacjenci, bo w kaŇdej chwili moŇe zdarzyę siħ coĻ
powaŇniejszego - dodaþa Kelly. - Nick, skoro znacie siħ z Libby, moŇemy sobie
darowaę formalnoĻci. Zajrzycie do þagodniejszych urazw i sprawdzicie, co tam
jest do zrobienia? Wezwħ was, jeĻli bħdziemy potrzebowaę pomocy z ciħŇkimi
przypadkami.
Nick kiwnĢþ gþowĢ i ruszyþ korytarzem, a Libby podĢŇyþa za nim,
Ļwiadoma, Ňe przestaþ siħ uĻmiechaę.
- O co mu wþaĻciwie chodzi? - mruczaþa do siebie, zþa, Ňe nastawienie
dawnego kolegi psuje jej radoĻę z nowej pracy. Patrzyþa, jak coraz bardziej jĢ
wyprzedzaþ, robiĢc uŇytek ze swych dþugich ng. W tej dziedzinie nic nie
zmieniþo siħ od oĻmiu lat. On, wysoki i przystojny, biþ rekordy popularnoĻci, a
jej, niskiej i nijakiej, nikt nie zauwaŇaþ, dopki siħ o niĢ nie potknĢþ.
- Wspaniale, przybyþy posiþki! - zawoþaþa udrħczona pielħgniarka, kiedy
dotarli na oddziaþ lŇejszych urazw. -AŇ dwoje? To chyba mj szczħĻliwy
dzieı!
- Nie mogħ obiecaę, Ňe zostaniemy tu dþugo -ostrzegþ Nick, ale ona zbyþa
go machniħciem rħki.
- Wiem, Ňe znikniecie stĢd natychmiast, gdy pojawi siħ jakiĻ ciekawszy
przypadek -przyznaþa niechħtnie i skrzywiþa siħ. - Dlatego zamierzam wycisnĢę
z was wszystko, dopki tu jesteĻcie. Bħdħ ich przysyþaę tak szybko, jak siħ da,
aŇ zaczniecie bþagaę mnie o litoĻę! Nie bez powodu nazywajĢ mnie
barbarzyıskĢ Connie!
Libby uĻmiechnħþa siħ, sþyszĢc tħ groŅbħ, zadowolona, Ňe zdĢŇyþa juŇ
nieŅle zapoznaę siħ z labiryntem korytarzy.
- Libby, dobrze szyjesz, wiħc weŅmiesz ranħ gþowy w trjce - zarzĢdziþa
Connie. - Nick, w dwjce jest zwichniħcie do nastawienia, moŇesz poęwiczyę
miħĻnie.
Odwrciþ siħ bez sþowa i odszedþ we wskazanym kierunku, a Libby
odetchnħþa z ulgĢ, zakþadajĢc jednorazowe rħkawiczki i podchodzĢc do mþodego
mħŇczyzny czekajĢcego na zaþoŇenie szww. Zdaþa sobie sprawħ, Ňe ta ulga jest
przedwczesna, kiedy usþyszaþa z sĢsiedniego pokoju gþħboki baryton Nicka
- Jak to siħ staþo? - zapytaþa tħgiego pacjenta, by odwrcię jego uwagħ od
zastrzykw, ktrymi znieczulaþa jego ranħ. KĢtem oka dostrzegþa grymas na
twarzy mþodej pielħgniarki i zastanowiþa siħ, czy dziewczyna jest pierwszy raz
na ostrym dyŇurze. Ten zabieg wyglĢdaþ na doĻę skomplikowany i ostatniĢ
rzeczĢ, jakiej potrzebowaþa, byþa pielħgniarka, ktra nie przywykþa do widoku
krwi.
CŇ, to siħ okaŇe, kiedy zacznie dziaþaę znieczulenie. Zamierzaþa poprosię
pielħgniarkħ, by przemyþa ranħ.
- Spadþem z rusztowania i uderzyþem gþowĢ o klamrħ - odburknĢþ mþody
czþowiek, zaciskajĢc piħĻci. Z sĢsiedniego pomieszczenia dobiegaþy gþoĻne jħki
blu. - Tam obok jest mj kolega. Wszystko z nim w porzĢdku?
- JeĻli nie bħdzie siħ pan ruszaę, poproszħ pielħgniarkħ, Ňeby poszþa
sprawdzię - obiecaþa Libby, ale jej ostatnie sþowa zostaþy zagþuszone przez
gþoĻny krzyk zza cienkiej Ļciany.
W nagþej ciszy, jaka potem nastĢpiþa, usþyszaþa jakieĻ sþowa, ktre mogþy
byę tylko przekleıstwami. Libby stþumiþa chichot wywoþany wspomnieniem, Ňe
chociaŇ w chwilach stresu Nick czħsto klĢþ, to jednak wyþĢcznie w jednym z
jħzykw sþowiaıskich.
- Czy pani mogþaby sprawdzię? - Pacjent patrzyþ na niĢ bþagalnie. - Gdyby
Jason nie byþ tak szybki... Zþapaþ mnie jednĢ rħkĢ i nie puĻciþ, nawet kiedy go
zabolaþo. Gdyby nie on, skoıczyþoby siħ to znacznie gorzej. Spadþem z piĢtego
poziomu, pewnie byþbym juŇ martwy.
- Proszħ obiecaę, Ňe nie bħdzie siħ pan ruszaę w czasie zabiegu - poprosiþa
Libby, wstajĢc z wysokiego stoþka.
- Niech pani pomoŇe mojemu kumplowi, a zrobiħ, co pani zechce -
odrzekþ, a w tej samej chwili rozlegþ siħ kolejny krzyk.
- Pomc ci? - zapytaþa, gdy weszþa do sĢsiedniego pomieszczenia i zastaþa
tam rozzþoszczonego Nicka. - To chyba byþo po rosyjsku áprzepraszam za
niecenzuralny jħzyk" - dodaþa porozumiewawczo do ponurego mħŇczyzny na
kozetce i uĻmiechnħþa siħ do Wei Lin, jedynej pielħgniarki na ostrym dyŇurze
jeszcze niŇszej od niej, ktra wyglĢdaþa na zupeþnie wytrĢconĢ z rwnowagi.
- Chciaþbym teŇ umieę tak klĢę - syknĢþ pacjent przez zaciĻniħte zħby. -
Zabrzmiaþo caþkiem nieŅle.
- Nie daje siħ nastawię? - zapytaþa Nicka.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • achim.pev.pl